Theo nakrył do stołu
TotoMix |Gry Dla Dzieci |bursztyn
„Theo nakrył do stołu, podał gotowane kartofle z masłem, soczysty, gruby befsztyk i mleko.
— Na Boga, Theo, nie sądzisz chyba, że ja to wszystko zjem!
— Wcale nie. Połowa należy do mnie. A teraz bierzmy się do jedzenia. Zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie, że jesteśmy w domu, w Etten.
Po posiłku Theo nabił fajkę brata paryskim tytoniem.
— Masz, zapal! Nie powinienem właściwie na to pozwolić, ale dobry tytoń nie może ci zaszkodzić.
Vincent palił z zadowoleniem, od czasu do czasu pocierając wygolony policzek ciepłym, lekko wilgotnym ustnikiem fajki. Theo palił również. Siedział pogrążony w zadumie i patrzył w dal. Myśli jego wędrowały do Brabancji, do lat dziecięcych spędzonych z Vincentem. Tak, Vincent był dla niego zawsze najważniejszym człowiekiem na świecie, ważniejszym nawet od ojca i matki, dzięki niemu Theo miał dobre i szczęśliwe dzieciństwo. Zapomniał o tym ostatniego roku w Paryżu, nie wolno mu jednak o tym nigdy więcej zapominać. Bez Vincenta jego własne życie było jak gdyby połowiczne. Brat był cząstką jego samego, on zaś był cząstką brata. Gdy byli razem, świat wydawał mu się zrozumiały, gdy byli osobno, oszałamiał go. We dwóch znajdowali w życiu sens i cel, gdy był sam, często zastanawiał się, po co się wysila, by zdobyć powodzenie w życiu. Vincent był mu potrzebny, jeżeli jego życie miało być pełne. Vincent zaś potrzebował go, gdyż pozostał dzieckiem. Tak jest, musi postarać się o to, by brat wydostał się z tej nory, by znów stanął pewnie na nogach. Musi dopomóc bratu zrozumieć, że się do tej pory marnował, pchnąć go do jakiejś odświeżającej pracy.“(8)
Masaki Fluo |wizytówki |Vision International
„Theo nakrył do stołu, podał gotowane kartofle z masłem, soczysty, gruby befsztyk i mleko.
— Na Boga, Theo, nie sądzisz chyba, że ja to wszystko zjem!
— Wcale nie. Połowa należy do mnie. A teraz bierzmy się do jedzenia. Zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie, że jesteśmy w domu, w Etten.
Po posiłku Theo nabił fajkę brata paryskim tytoniem.
— Masz, zapal! Nie powinienem właściwie na to pozwolić, ale dobry tytoń nie może ci zaszkodzić.
Vincent palił z zadowoleniem, od czasu do czasu pocierając wygolony policzek ciepłym, lekko wilgotnym ustnikiem fajki. Theo palił również. Siedział pogrążony w zadumie i patrzył w dal. Myśli jego wędrowały do Brabancji, do lat dziecięcych spędzonych z Vincentem. Tak, Vincent był dla niego zawsze najważniejszym człowiekiem na świecie, ważniejszym nawet od ojca i matki, dzięki niemu Theo miał dobre i szczęśliwe dzieciństwo. Zapomniał o tym ostatniego roku w Paryżu, nie wolno mu jednak o tym nigdy więcej zapominać. Bez Vincenta jego własne życie było jak gdyby połowiczne. Brat był cząstką jego samego, on zaś był cząstką brata. Gdy byli razem, świat wydawał mu się zrozumiały, gdy byli osobno, oszałamiał go. We dwóch znajdowali w życiu sens i cel, gdy był sam, często zastanawiał się, po co się wysila, by zdobyć powodzenie w życiu. Vincent był mu potrzebny, jeżeli jego życie miało być pełne. Vincent zaś potrzebował go, gdyż pozostał dzieckiem. Tak jest, musi postarać się o to, by brat wydostał się z tej nory, by znów stanął pewnie na nogach. Musi dopomóc bratu zrozumieć, że się do tej pory marnował, pchnąć go do jakiejś odświeżającej pracy.“(8)
<<<< Na razie przyniosła starą
| 0 innym bardziej świadczy >>>>
Masaki Fluo |wizytówki |Vision International